LEGENDY EKWADORU


Legenda o o. Almeida (Quito)

W klasztorze Świętego Jakuba w XVII wieku żył młody franciszkanin, miłośnik rozrywek o  imieniu Manuel Almeida. Legenda głosi, że ów kapłan często uciekał z klasztoru, wspinając się na figurę Chrystusa ukrzyżowanego, co pozwalało mu dosięgnąć okna. Każdej nocy, wchodząc na krucyfiks, słyszał pytający głos Chrystusa “jak długo jeszcze ojcze Almeida?”, na  co kapłan odpowiadał “jak wrócę Panie” i bez najmniejszych oporów oddawał się zabawie przez całą noc, a nad ranem wracał do klasztoru. Powtarzało się to jeszcze przez pewien czas, a ojciec nie myślał nawet o porzuceniu nocnych rozrywek. Aż do pewnej nocy. Kiedy wracał do klasztoru po zwyczajowej pijatyce, zauważył nadchodzący pochód towarzyszący zmarłemu, który zadziwił franciszkanina i jednocześnie wywarł na nim ogromne wrażenie, przede wszystkim po tym, jak zwabiony ciekawością, zbliżył się do trumny a w niej oszołomiony ujrzał na miejscu zmarłego samego siebie. Od tej pamiętnej nocy już nigdy więcej nie przekroczył progu barów Quito, nie tylko naprawił swoje błędy, ale i nigdy nie przestał prosić o wybaczenie Chrystusa za ich popełnianie. 


Legenda o powstaniu obrazu "Chrystus w agonii" (Quito)

Miguel de Santiago – ekwadorski malarz XVII wieku, jeden z wybitnych przykładów sztuki kolonialnej, czuł wyjątkową pasję do pracy, którą wykonywał. Zawsze stawiał sobie wysokie cele i wymagał od siebie, dlatego szukał nowych technik malarskich, które pomogłyby mu osiągnąć najwyższy realizm jego prac. Jednak słynął nie tylko z niezwykłego talentu malarskiego, ale także z niesamowitego okrucieństwa i porywczego charakteru.
Spośród wielu namalowanych obrazów, jeden szczególnie przykuwa uwagę ze względu na historię jego powstawania. Legenda podaje, że aby namalować realistyczny wizerunek Chrystusa Ukrzyżowanego przybił do krzyża swojego modela. Jednak będąc niezadowolonym z efektów i chcąc osiągnąć prawdziwy grymas bólu twarzy modela, postanowił posunąć się do drakońskich metod wywołania reakcji modela. Zdesperowany i zmęczony długimi godzinami nieefektywnej pracy, w przypływie diabelskiego szaleństwa wbił sztylet w pierś młodego człowieka wiszącego na krzyżu, aby w ten sposób wywołać u niego reakcję podobną do reakcji człowieka umierającego w śmiertelnym bólu. W ten sposób osiągnął swój cel i tym samym wiernie odwzorował twarz Chrystusa na krzyżu. Legenda mówi, że model po zdjęciu z krzyża umarł.
Obraz zatytułowany „Chrystus w agonii” (El Cristo de la Agonía) można oglądać do dzisiaj w Muzeum Sztuki Kolonialnej w Quito (Museo de Arte Colonial).



Legenda o gospodarzu spod wulkanu Tungurahua (Andy Północne)
Wiele lat temu rozprzestrzeniła się historia pewnego dużego gospodarstwa, którego właściciel – człowiek bardzo zamożny, ambitny i niezwykle żądny władzy - obnosił się swoim szczęściem i dobrobytem.          

Pewnego dnia do drzwi jego domu zapukał pewien starszy człowiek w podartych szatach i prosił o trochę wody, gdyż umierał z pragnienia. Gospodarz natychmiast nasłał swoje psy na biednego staruszka, aby go przepędzić i zmusić do odejścia. Staruszek zniknął, ale trzy dni później miała miejsce erupcja pobliskiego wulkanu Tungurahua i całe gospodarstwo właściciela zostało zalane lawą. Wśród służących gospodarza narodziła się myśl, że ów żebrak, który kilka dni wcześniej prosił o pomoc, może być Jezusem Chrystusem, który chciał ukarać bogatego właściciela za złe traktowanie. Do tej pory ludzie z okolic wulkanu Tungurahua mówią, że za każdym razem, kiedy ma miejsce erupcja wulkanu, miejsce, w którym stało gospodarstwo jest bardzo silnie, wręcz nienaturalnie uszkodzone. 



Legenda o kondorze (Cotopaxi)
Fot. 10-procent-rocznie.blogspot.com

Mieszkańcy ziem prowincji Cotopaxi pamiętają tę legendę bardzo dobrze, przekazując z pokolenia na pokolenie, a także przedstawiając w lokalnym malarstwie.
"Pewna kobieta miała w zwyczaju paść swoje owce, przędąc w międzyczasie wełnę. Zwsze też towarzyszył jej pies. Pewnego dnia, nad polem przelatywał kondor, zobaczył dziewczynę i zakochał się w niej. Zwierzę latało nad polem jeszcze długi czas zawracając co chwila w oczekiwaniu na moment, kiedy pasterka również się w nim zakocha. Jednak zachowanie kondora tylko płoszyło coraz bardziej wystraszoną dziewczynę. Wtedy zdesperowany kondor założył strój typowy dla mężczyzny: spodnie, koszulę, ponczo i biały szal. A zrobił to tylko po to, aby móc się zbliżyć do dziewczyny i móc ją zabrać. Ta, siedząc już na grzbiecie kondora, upuściła kawałek wełny. Włókno złapał pies i zaniósł do domu ojca dziewczyny. Kiedy ten zobaczył włókno, pomyślał, że musiało stać się coś złego i natychmiast zwołał mieszkańców wioski, aby ci pomogli w poszukiwaniu jego ukochanej córki. 
Tymczasem kondor zabrał  ukochaną do jaskini, tam rozebrał i poprzez dziobanie próbował zamienić w kondora. Rodzinie kobiety udaje się ją odnaleźć na czas i zamknąć w domu, aby uniknąć kolejnego porwania. Jednak w ogromnej desperacji i uczuciu głębokiej miłości, kondor robi dziurę w domu i ponownie porywa dziewczynę. Osiąga też swój cel zamieniając ją w kondora-kobietę. Odtąd często są widziani latający zawsze razem". 

Oprac. Agnieszka Laskowska

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz